Modlitwy

Modlitwa do św. Jana Chrzciciela - Patrona Trzeźwości

Święty Janie Chrzcicielu, który abstynencję praktykowałeś przez całe swoje życie, pomóż, abyśmy w naszej Ojczyźnie dożyli czasów, w których alkohol przestanie być symbolem nieszczęść, zmartwień i tragedii. Chroń nas przed grzechem upijania się. Bądź natchnieniem i pomocą dla wszystkich, którzy wyrzekają się napojów alkoholowych dla dobra swoich najbliższyc i narodu. Patronie niepijących alkoholu, wzbudź w sercach moich rodaków pragnienie życia bez alkoholu, abyśmy poprzez ich abstynencję osiągnęli trzeźwość całego narodu.

 


 


Modlitwa do św. Maksymiliana Marii Kolbego


Patrona Ruchu Trzeźwości w Polsce Święty Maksymilianie, który tyle razy przypominałeś, że szatan przy
pomocy alkoholu zabiera Chrystusowi wiele dusz nieśmiertelnych, miej nas w swojej opiece. Poświęcając się dla drugiego człowieka, pokazałeś jak wielką wartość ma życie ludzkie. Ciebie więc Kościół w Polsce chce uznawać za Patrona Trzeźwości. Wyjednaj, prosimy, moc naszemu katolickiemu narodowi, który Maryi Jasnogórskiej uroczyście ślubował walkę z pijaństwem. Pomóż nam skutecznie zachęcać bliźnich do życia w trzeźwości. O dobre wypełnienie obowiązków zawodowych i rodzinnych Różo duchowna, dopomagaj nauczycielom i wychowawcom, aby stale i właściwie podejmowali te zadania, które niesie ze sobą ich życie, zawarte pomiędzy powołaniem do życia w rodzinie i do pracy nauczycielsko-wychowawczej. Dodaj im sił, aby umieli wypełnić te powołania, i tą drogą dążyli do doskonałości. Spraw, by trudności życia rodzinnego nie kładły się cieniem na powołaniu nauczycielsko-wychowawczym. Aby nie byli rozdarci wewnętrznie. Umocnij w nich przekonanie, że w rodzinie i szkole najlepiej służą Bogu. Amen.

 



Modlitwa do Matki Bożej

 


Maryjo, Królowo i Matko moja! Pragnę przyczynić się do przyspieszenia królowania Twego przez wypełnienie Ślubów Jasnogórskich, przez miłość i zgodę w rodzinach. Oddaję Ci się, Zwycięska Pani Jasnogórska, jako Twoje narzędzie i jako pomoc Twoja, aby stoczyć pod Twoim sztandarem święty bój ze straszną klęską rozbicia rodziny, wzajemnej nienawiści, pijaństwa i niemoralności. Cechuje mnie jednak słabość i nieudolność. Proszę Cię więc pokornie, abyś mnie natchnęła odwagą i siłą, mocą i wytrwałością. Chcę w każdym środowisku, jako chrześcijanin, dawać świadectwo całkowitej trzeźwości i zawsze kierować się w życiu dobrem innych ludzi. Proszę Cię więc o ratunek dla moich braci, nieszczęśliwych niewolników.

 



MODLITWA PIUSA X, UPOWSZECHNIONA PRZEZ BŁ. KS. B. MARKIEWICZA

 


Boże, Ojcze mój, dla okazania mojej względem Ciebie miłości, dla wynagrodzenia za zniewagi wyrządzone Twojej czci, dla uproszenia duszom zbawienia, mocno postanawiam: dnia dzisiejszego ani wina, ani wódki, ani piwa, ani też jakiegokolwiek innego upajającego trunku nie używać. To umartwienie ofiarowuję Tobie w połączeniu z ofiarą Twego Syna Jezusa Chrystusa, który codziennie ofiarowuje siebie samego na ołtarzu dla Twojej chwały. Amen.

 



MODLITWA przypisywana św. Anzelmowi

 


Panie, nasz Boże, udziel nam łaski, byśmy pragnęli Cię z całego serca, a pragnąc Cię, byśmy mogli Cię szukać i znajdować; a znajdując Cię, byśmy mogli Cię ukochać; a pokochawszy Cię, byśmy obrzydzili sobie to wszystko,
od czego nas wybawiłeś. Dobra Matko, wzmocnij ich słabą wolę. ulecz z choroby alkoholowej, opiekuj się ich rodzinami. Proszę Cię, abyś jak najprędzej zakrólowała w Narodzie trzeźwym i czystym, wiernym Bogu, Krzyżowi, Ewangelii, Kościołowi i Jego Pasterzom. Amen.

 


 

MODLITWA O POKÓJ DUCHA

O Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniał to,
co mogę zmienić, i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego. Pozwól mi, cały ten dzień przeżyć w świadomości upływającego czasu. Pozwól mi rozkoszować się chwilą w świadomości jej ograniczenia. Pozwól mi zaakceptować konieczność, jako drogę do wewnętrznego pokoju. Pozwól mi, za przykładem Jezusa, przyjąć także ten grzeszny świat, jakim jest,a nie, jakim ja chciałbym, aby był. Pozwól mi Tobie zaufać, że wszystko zrobisz dobrze, jeśli zdam się na Ciebie i Twoją wolę. Tak będę mógł być szczęśliwym w tym życiu i osiągnąć pełnię szczęścia z Tobą w życiu wiecznym. Amen.

 



Modlitwa do Matki Bożej za wszystkich uzależnionych

 


Królowo i Matko nasza, poprzez pragnienie, które Twój Syn przeżywał z miłości dla nas, błagam o Twoją pomoc dla wszystkich uzależnionych. Matko Bożej łaski, uproś u Twego Syna miłosierdzie dla nich. Zdani tylko na samych siebie są bezsilni, lecz przez Twoje wstawiennictwo i za łaską Twego Syna zwycięstwo będzie ich udziałem. Amen.

 



Za Anonimowych Alkoholików

 


O Panie, prowadź i broń Anonimowych Alkoholików. Daj każdemu z nich pogodną i wytrwałą trzeźwość w tym życiu i szczęście wieczne po śmierci. Prośba Alkoholika Panie, kiedy wisiałeś na krzyżu, powiedziałeś „pragnę". Chciałeś wypić
kielich cierpienia do ostatniej kropli. Gdy cierpiałeś z pragnienia, podano Ci ocet do picia. Niech Twoje okrutne męki przypomną mi się w chwili, gdy chcę przyłożyć kieliszek alkoholu do ust. Niechaj sobie uświadomię Twoje gorzkie pragnienie na krzyżu. Niech myśl o Twoim zwycięstwie na krzyżu da mi łaskę przezwyciężenia mojej słabości i wiarę w całkowite zwycięstwo nad nałogiem. Boże jestem alkoholikiem trudno jest mi się do tego przyznać. Ta prawda wywołuje we mnie różne uczucia: bunt, przerażenie, złość, poczucie winy.Wiem, że piciem alkoholu niszczyłem swoje zdrowie i krzywdziłem wielu ludzi, nawet tych, którym mówiłem - kocham. Wiem, że przez to oddaliłem się od Ciebie.
Ufam, że Ty nigdy mnie nie opuściłeś. Dzisiaj przyznając się do swego uzależnienia od alkoholu, proszę Cię o dar trzeźwości. Wiem, jaki jestem słaby. Wiele razy obiecywałem nie pić i nie wypełniałem tej obietnicy.
Potrzebuję Twojej pomocy. Błagam Cię, dodaj mi sił, abym wytrzeźwiał. Pozwól mi naprawić wyrządzone krzywdy.
Spraw, abym uwierzył, że Ty mnie kochasz. Amen.

 



MODLITWA DLA ALKOHOLIKÓW - (którą można też odmawiać w ich imieniu)

 


Ojcze Niebieski, jestem chory. Dałeś mi życie i zdrowie, ale przez nadużywanie alkoholu zniszczyłem Twoje dary i straciłem swoją wolność. Dużo ludzi cierpi przeze mnie, a inni dają mi odczuć, że nie jestem w porządku. Chciałbym być zdrowy, ale każde nowe postanowienie daje mi dodatkowe doświadczenie mojej słabości i niemocy. Wiem, że potrzebuję leczenia, a jednak boję się jego wymagań. Dużo ludzi mną pogardza i tak samo boli obojętność innych. Nie widzę ratunku, jeżeli Ty nie pomożesz. Dziękuję Ci, Panie Jezu, za Twoją Najdroższą Krew. Wiele razy plamiłem
moje sumienie, straciłem zdrowie, pieniądze, przyjaciół i honor - a jednak przez Twoją Krew zawsze pozostawała mi godność człowieka, za którego umarł Syn Boży. Jedynie Twoja Krew daje mi nadzieję i odwagę nowego rozpoczęcia. Panie, ratuj moje życie, ratuj moją rodzinę, moich przyjaciół. Przyjmij moją słabość i nicość i wypełnij ją do końca swoją Najdroższą Krwią. Przebaczając tym, którzy Ciebie przybili do krzyża, dałeś nadzieję także mnie. Pragnę zmartwychwstać z Tobą i przyjąć Twojego Ducha, aby stać się nowym człowiekiem. Duchu Święty, wypełnij moje serce, abym był pokorny. Własnymi siłami nie mogę się leczyć. Potrzebuję pomocy od innych, potrzebuję prawdy,
wspólnoty i wytrwałości, potrzebuję nowej radości życia i wiary, która jest Twoim darem. Umacniaj mnie we wszystkich pokusach i kryzysach i pomóż mi pomagać innym, którzy również walczą o prawdziwe życie. Maryjo, Nadziejo pokutujących i Matko Dobrej Rady, bądź zawsze blisko nas! Amen.

 



MODLITWA DLA CZŁONKÓW RODZINY ALKOHOLIKA

 


Panie Jezu Chryste, dziękuję Ci przede wszystkim za wiarę, ponieważ bez niej już nie wiedziałbym, jak żyć, jak wytrzymać pod krzyżem naszej rodziny. Razem z ojcem chorego chłopca z Ewangelii wołam: „Wierzę, Panie, zaradź memu niedowiarstwu!" Nieraz zadaję sobie pytanie: jak długo musimy jeszcze wytrzymać pod tym krzyżem? Wtedy zapominam o tym, że nasz krzyż to przecież również Twój krzyż. Dlatego chcę już nie tyle patrzeć na nasze cierpienie, co raczej rozważać Krew Twoich ran przelaną dla zbawienia całego świata.Jezu, nasz Zbawicielu, tak bardzo pragniemy zdrowia i leczenia dla naszego /naszej... . Chcemy wszystko uczynić, aby znaleźć pomoc u specjalistów choroby alkoholizmu. Chcemy z cierpliwością stworzyć warunki, które pozwolą na przyjęcie leczenia ciała i duszy. Chcemy z miłości wymagać tego, co potrzebne, oraz unikać litości, która bardziej niszczy niż buduje. Niech moc Twojej Krwi wspiera nas w walce z własną słabością i daje nam mądrość, abyśmy wiedzieli, kiedy mamy stawiać warunki, a kiedy darować i przebaczać. Daj nam szacunek wobec tych, którzy są chorzy, ochroń nas od wszelkich wyrazów osądzania i potępiania. Błagając o leczenie i nowe zdrowie dla naszego/naszej... , pragniemy żyć w jedności i pokoju rodziny chrześcijańskiej. Jeżeli jednak krzyż naszej rodziny służy bardziej Twoim celom zbawienia, daj nam wiarę i wytrwałość
do końca, aby nasza krew razem z Twoją przyczyniła się do ratowania wielu ludzi. Amen.

 



MODLITWA PO OTRZYMANIU DARU TRZEŹWOŚCI

 


Boże mój, tak bardzo pragnę Ci dziękować za Twoją Opatrzność. Dzięki pomocy Twojej łaski i wielu ludzi potrafiłem przyjąć dar trzeźwości. Czuję się nowym człowiekiem. Mogę jeszcze raz zacząć swoje życie. Odzyskałem straconą wolność, ale jednocześnie zdaję sobie sprawę, że tylko w konsekwentnej i pełnej trzeźwości potrafię zachować to nowe życie. Jestem dalej alkoholikiem i tylko przez pokorę, czuwanie oraz jedność z moimi braćmi i siostrami, którzy przeżywają taką samą sytuację, mogę zachowywać i rozwijać owoce leczenia. Ze wstydem i żalem patrzę wstecz na smutne okresy mojego życia, a zarazem z wdzięcznością zauważam, że uzyskałem przez moje leczenie więcej, niż przedtem straciłem przez słabość i grzechy. Uwielbiam Ciebie, Panie Boże, za cud Twojej miłości, za „błogosławioną winę" w moim życiu! Podobnie jak Krew Chrystusa dała światu więcej, niż zniszczył grzech pierworodny, ja też mogę dzisiaj stwierdzić, że przez zwycięstwo nad chorobą i grzechem stałem się bardziej dojrzały i bogatszy niż przedtem.
Wiem, że ten dar Twojej łaski zobowiązuje mnie: mam nie tylko czuwać nad własnymi słabościami i pokusami z zewnątrz, ale ponadto czuję obowiązek pomocy tym, którzy męczą się jeszcze w chorobie alkoholizmu lub podobnych uzależnień. Oczyszczony i umocniony przez Krew Chrystusa i Ewangelię, pragnę w jedności z moją wspólnotą walczyć o godność i wolność wszystkich. Amen.

 


Rozważania Drogi Krzyżowej KWC na motywach Drogi Krzyżowej ks. Jerzego Popiełuszki


Wstęp

Życie nasze jest drogą krzyżową. Ledwie narodzimy się, a już umieramy. Jesteśmy coraz bliżej śmierci. Idziemy od jednego zmartwienia do drugiego, upadamy, Podnosimy się. Spotykamy ludzi, którzy nam pomagają: Szymonów z Cyreny ale też i Tych, którzy nas smagają złością, językiem, obmową, krzywdą. Czasami jest to ktoś najbliższy w domu, w pracy i wtedy najbardziej boli. A jak boli, kiedy te najbliższe nam osoby niszczą samych siebie i nas poprzez grzech pijaństwa. Pójdźmy drogą krzyżową za Tym, który wziął na swoje barki cierpienia, bóle i krzywdy wszystkich ludzi.


I. WYROK
Śpiew:
Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie, Żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.
Przyszedł na świat, aby ludzi pojednać z Bogiem. Przyszedł dobrze czyniąc. Uzdrawiał, nauczał, wskrzeszał, pochylał się nad człowiekiem. Ale ludzie Go nie przyjęli, bo wytykał ich obłudę, fałsz i zakłamanie. Ludzie wydali na Ciebie wyrok, Panie. Był to wyrok śmierci i to śmierci okrutnej, śmierci krzyżowej. Są jednak również i tacy ludzie, którzy sami na siebie wydają wyrok śmierci. Tak się dzieje w przypadku pijaka, który przez pijaństwo skazuje siebie samego na utratę swej ludzkiej godności a następnie prowadzi go do zguby i całkowitego uzależnienia od alkoholu.
Śpiew:
Któryś za nas cierpiał rany - Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami. I Ty, któraś współcierpiała - Matko Bolesna, przyczyń się za nami.


II. KRZYŻ NA RAMIONACH JEZUSA
Śpiew:
Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie, Żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.
W życiu często spotykamy krzyż. Mamy prawo usuwać cierpienie, ale nie wolno nam zapominać o jego wartości. Przyjmując krzyż pomagam Chrystusowi zbawiać świat. "Zbawienie przyszło przez krzyż..." Naucz nas Panie w spojrzeniu na nie¬szczęście wynikające z pijaństwa dostrzec ogrom tego krzyża, który tak boleśnie rani rodzinę pijaka jak i jego samego. Ten ciężar jest tym cięższy, że zawiniony. Przecież mogłoby go nie być. A jednak jest. A jednak tak bardzo doskwiera i ciąży.
Śpiew:
Któryś za nas cierpiał rany - Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami. I Ty, któraś współ cierpiała - Matko Bolesna, przyczyń się za nami.


III. UPADEK
Śpiew:
Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie, Żeś przez krzyż i męką swoją świat odkupić raczył.
Jezus cierpi po ludzku, jak człowiek. Ciężar przewyższa Jego siły. Ale nasze upadki, grzechy nie mogą nas pognębić, bo ludzką rzeczą jest upaść, zgrzeszyć, natomiast rzeczą szatańską jest trwanie w upadku. Tak właśnie trwa w upadku człowiek, który często sięga po kieliszek. Być może ten pierwszy kieliszek podany był przez najbliższych. Później nastąpiło pęknięcie woli i jej zupełna utrata. Rozpoczął się wielki dramat całego życia. Dobrze byłoby, gdyby ktoś wówczas podał pomocną dłoń i pomógł wstać z upadku.
Śpiew:
Któryś za nas cierpiał rany - Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami. I Ty, któraś współcierpiała - Matko Bolesna, przyczyń się za nami.


IV. SPOTKANIE Z MATKĄ
Śpiew:
Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie, Żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.
Każdy człowiek miał lub ma matkę. Matce nie wolno opuścić swojego dziecka ani o nim zapomnieć. Przy krzyżu spotkały się dwie największe miłości, prawdziwej matki i prawdziwego Syna. Jakże bezradna staje się Matka, która patrzy na syna, który dostał się pod wpływ alkoholu. Nie jest w stanie mu pomóc, chociaż serce umiera z bólu.
Śpiew:
Któryś za nas cierpiał rany - Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami. I Ty, któraś współcierpiała - Matko Bolesna, przyczyń się za nami.


V. POMOC SZYMONA Z CYRENY
Śpiew:
Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie, Żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.
Nie znalazł się nikt, aby dobrowolnie po¬móc swemu Bogu. Zabrakło tych, których Jezus nauczał, wskrzeszał z martwych, uzdrawiał. A przecież uczył: "Wszystko, co uczynicie jednemu z braci moich najmniej¬szych, Mnie uczynicie”. Szymon, niezbyt dobrowolnie, ale jednak pomógł dźwigać krzyż Jezusowi. Kiedy widzimy alkoholika, nie zawsze zdajemy sobie sprawę z krzyża, jaki dźwiga on sam oraz jego najbliższa rodzina. Jak bardzo przydałby się tu pomocnik, taki, który potrafiłby pomóc i wiedziałby jak to zrobić. Bez przymuszania. A czasem nawet z przymuszeniem...
Śpiew:
Któryś za nas cierpiał rany - Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami. I Ty, któraś współcierpiała - Matko Bolesna, przyczyń się za nami.


VI. WERONIKA
Śpiew:
Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie, Żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył. Ta kobieta wykazała wielką odwagę, gdy przyznała się do życzliwości, jaką żywiła do Chrystusa. Dzisiaj przyznanie się w pracy czy środowisku do Chrystusa wymaga często więcej odwagi, niż przepychanie się między złoczyńcami. A jak trudno przyznać się, że ma się w swoim domu alkoholika, że jest nim tak kochany kiedyś mąż, żona, syn lub córka. On utracił już swoją godność, stracił blask i piękno twarzy. I jak trudno jest mu pomóc, przywrócić blask i radość spojrzenia. Doznane z jego winy cierpienie i upokorzenie niejednokrotnie uniemożliwia otarcie mu twarzy. Na przeszkodzie stają urazy i pamięć. Panie pozwól zapomnieć nam tych urazów, pozwól życzliwiej spojrzeć na takiego człowieka, który przecież również cierpi.
Śpiew:
Któryś za nas cierpiał rany - Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami. I Ty, któraś współcierpiała - Matko Bolesna, przyczyń się za nami.


VII. DRUGI UPADEK
Śpiew:
Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie, Żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.
Chrystus powstał sam. Człowiek tymczasem potrzebuje drugiego człowiek, aby na zawsze nie pozostać w upadku. Mogę po¬móc, gdy wyciągam rękę, wypowiadam życzliwe słowo. Nikt nie żyje sam, nikt nie jest samotną wyspą.
Koledzy od kieliszka zamiast pomagać, utrudniają, nie podnoszą z upadku lecz przewracają. Nachalnie namawiają do picia, któremu słaby człowiek nie jest w stanie się oprzeć. A tak potrzebna jest pomocna dłoń.
Śpiew:
Któryś za nas cierpiał rany - Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami. I Ty, któraś współcierpiała - Matko Bolesna, przyczyń się za nami.


VIII. SPOTKANIE Z NIEWIASTAMI
Śpiew:
Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie, Żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.
Na drodze znieważonego Boga stanął człowiek, który chciał (Bogu) wynagrodzić. Jezus zawsze przechodzi przez świat. Żyje w Kościele, utożsamia się z wierzącymi. Stykając się z cierpieniem czy bólem człowieka widzimy cierpiącego Jezusa. On nas uczy wrażliwości na ludzką niedolę. Zaprasza do współudziału w swej ofiarnej miłości. Cierpiącymi są też matki i żony alkoholików. Ich oczy często są pełne łez. Nieprzespane noce, strach i przerażenie dzieci, bolesne uderzenia ręką pijaka....Morze łez wylane przez niewinnych. „Nie płaczcie nade Mną, lecz nad sobą i synami waszymi”.
Śpiew:
Któryś za nas cierpiał rany - Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
I Ty, któraś współcierpiała - Matko Bolesna, przyczyń się za nami.


IX. TRZECI UPADEK
Śpiew:
Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie, Żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył
Zbliża się granica możliwości człowieka. To jest już konanie. Jezus stał się strzępem człowieka rzuconego na drogę, człowieka maltretowanego, dla którego śmierć jest niemal wyzwoleniem. A jednak wstaje, by dojść do celu. Alkoholik również często upada. Mówi się, że zalicza kolejne wpadki. Wielu się załamuje, traci nadzieję, nie daje rady. Potrzebna jest nowa wiara. Wiara, że nie ma takiego stanu, takiego upadku, by nie było możliwości powstania. Jeśli Ty, Panie, napełnisz go taką właśnie wiarą w możliwość zwycięstwa, jeśli uwierzy w Siłę Wyższą, wyższą od wszelkiego ludzkiego pojęcia. Bo tam, gdzie my jesteśmy bezradni, Ty możesz czynić cuda.
Śpiew:
Któryś za nas cierpiał rany - Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami. I Ty, któraś współcierpiała - Matko Bolesna, przyczyń się za nami.


X. JEZUS OBNAŻONY Z SZAT
Śpiew:
Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie, Żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.
Koniec Jego drogi. Teraz czekał ostatni już etap: śmierć. Zdarli szaty przywarte do ran, otoczyli Go kołem, przyglądali Mu się i drwili z Jego słabości. Tak szydzą też dawni koledzy ze swojego kompana, z którym niegdyś pili i którego namawiali do picia, a teraz śmieją się, widząc leżącego i upokorzonego. Sami we¬pchnęli go do dołu, aby teraz naigrawać się z niego, zamiast podać pomocną dłoń. Na szczęście istnieją też abstynenci, ludzie z ruchów trzeźwościowych, z Krucjaty Wyzwolenia Człowieka, którzy nie na¬mawiają do picia, lecz starają się podnieść człowieka z dna upadku. Oni stanowią oparcie dla tych, którzy chcą się wydobyć z nałogu. Oby ich było coraz więcej.
Śpiew:
Któryś za nas cierpiał rany - Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami. I Ty, któraś współcierpiała - Matko Bolesna, przyczyń się za nami.


XI. PRZYBICIE DO KRZYŻA
Śpiew:
Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie, Żeś przez krzyż i męką swoją świat odkupić raczył.
Był w historii dzień, w którym o godzinie trzeciej człowiek podniósł rękę, aby zadać śmierć swemu Bogu. Ewangelia mówi: "A była godzina trzecia, gdy Go ukrzyżowali". Jezusa przybito do drzewa krzyża gwoźdźmi. Te gwoździe to zło i grzech. Ale czy zawsze są to gwoździe? Bywa i tak, że można ukrzyżować człowieka i zniszczyć jego ręce, wkładając w nie butelkę. A nogi unieruchomić przez upicie. Iluż ludzi jest tak właśnie ukrzyżowanych przez przybicie na stałe do butelki. Czy my należymy do tych, którzy krzyżują ich przybijając do butelki - czy też staramy się odwieźć ich od zguby i od kieliszka, który jest gwoździem ich krzyża?
Śpiew:
Któryś za nas cierpiał rany - Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami. I Ty, któraś współcierpiała - Matko Bolesna, przyczyń się za nami.


XII. JEZUS UMIERA NA KRZYŻU
Śpiew:
Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie, Żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.
Śmierć. Spotykamy się z nią na co dzień. Ty Jezu, gdy umierałeś, oddałeś się w ręce Ojca, a przez to oddałeś Bogu nas, byśmy z nadzieją mogli żyć i umierać, ufając, że Ty i nasi najbliżsi, którzy odeszli przed nami, już nas oczekujecie.
Spraw Panie, aby ludzie wierzący, którzy sięgają po alkohol, dostrzegli związek między grzechami wynikającymi z jego powodu a twoim cierpieniem. Udziel im mocy wiary, aby szukali u Ciebie wybawienia. Aby umieli, jak marnotrawny syn, wrócić do Ojca.
Śpiew:
Któryś za nas cierpiał rany - Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami. I Ty, któraś współcierpiała - Matko Bolesna, przyczyń się za nami.


XIII. JEZUS W RAMIONACH SWEJ MATKI
Śpiew:
Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie, Żeś przez krzyż i mąką swoją świat odkupić raczył.
Na to, że teraz trzyma martwego Syna w swoich ramionach, zgodziła się kiedyś, gdy powiedziała: "Oto ja służebnica". Wybrała los matki najnieszczęśliwszej i zarazem najszczęśliwszej. Jakże musi też cierpieć matka, gdy widzi swego umierającego w niewoli alkoholu syna lub córkę, którym alkohol zniszczył nie tylko ciało, ale także ducha.
Śpiew:
Któryś za nas cierpiał rany - Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami. I Ty, któraś współcierpiała - Matko Bolesna, przyczyń się za nami.


XIV. ZŁOŻENIE DO GROBU
Śpiew:
Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie, Żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.
Grób Chrystusa to zwycięstwo. Pamiętajmy jednak, że i nasz grób to podobne rozpoczęcie innego życia, życia w wieczności, w domu Ojca. W dzień ostateczny powstaniemy jak Chrystus. On bowiem powiedział, kto wierzy we mnie, choćby i umarł żyć będzie. A my przecież wierzymy...
Śpiew:
Któryś za nas cierpiał rany - Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami. I Ty, któraś współcierpiała - Matko Bolesna, przyczyń się za nami.


XV. ZMARTWYCHWSTANIE
Śpiew:
Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie, Żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.
Przytłoczony naszymi grzechami spadłeś na samo dno piekieł. Zabrałeś tam nasze grzechy. Ale piekło Cię nie zwyciężyło. Pokonałeś piekło, śmierć i szatana. Zmartwychwstałeś. Czy grzech pijaństwa i alkoholizmu może w jakikolwiek sposób uszlachetnić człowieka? Czy może sprawić, że stykający się z tym grzechem najbliżsi - staną się lepsi? Wydaje się nam, że nie. Ale u Ciebie Panie, wszystko jest możliwe. Prosimy Cię, wykorzystaj te cierpienia i nieszczęścia spowodowane alkoholem i pijaństwem - dla ubogacenia świata, dla uwrażliwienia duchowego na ten rodzaj cierpienia. Niechaj również w klęsce pijaka i alkoholika zajaśnieje Twoje zwycięstwo, tak jak w Twojej klęsce wielkopiątkowej, która wydawała się wówczas kompletna i niezrozumiała, zaistniała zapowiedź zwycięstwa, którym stało się Twoje zmartwychwstanie w Wielką Niedzielę.
Śpiew:
Któryś za nas cierpiał rany - Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami. I Ty, któraś współcierpiała - Matko Bolesna, przyczyń się za nami.





Rozważania Drogi Krzyżowej  Krucjaty Wyzwolenia Człowieka

Wstęp
Będziemy towarzyszyli Panu Jezusowi w drodze krzyżowej. Na tej drodze chcemy pokazać Jemu i nam nasze wady, nasze grzechy, naszą niewolę. Chcemy sobie pokazać to, co doprowadziło Jezusa do męki i śmierci na krzyżu. Chcemy Go prosić, by nam przebaczył, by nas uwolnił od zła. Dopuściliśmy, by zło w nas było i sami nie potrafimy się go pozbyć. Będziemy Go prosić, by nas obdarzył wolnością. Ta wolność nas zobowiąże, abyśmy tak, jak potrafimy, oddać siebie na
służbę bliźniemu.
I. Jezus skazany na śmierć.
Piłat rzekł: "Jaką skargę wnosicie przeciw temu człowiekowi?... Coś uczynił?" (J. 18, 21.)
I my pytamy: Panie, coś Ty narobił? Gdy chodziłeś po ziemi, nie milczałeś, ale znakomitych nazwałeś "plemieniem żmijowym", jadałeś z grzesznikami, dotykałeś i uzdrawiałeś trędowatych, przyjaźniłeś się z biedakami i włóczęgami, o ladacznicach mówiłeś, że niektóre z nich będą pierwsze w raju. Teraz, kiedy Cię oskarżają stoisz i milczysz, nie bronisz się? A radziliśmy Ci dobrze, jak należy postępować w naszym świecie. Nisko się kłaniaj możnym, idź na układy z przeciwnikiem. Popatrz, na mnie. Ja chcę, aby mnie kochano, chwalono, chcę mieć znaczenie, władzę. Wobec czego postępuję ostrożnie, a podstępnie z moimi wrogami. Jeśli będę taki, jak Ty, opuszczą mnie przyjaciele. Ludzie będą ze mnie kpili. Kimże będę? Ostatni z ostatnich, może wzgardzony, może poniżony, człowiek bez znaczenia.
Ale Ty Panie wskazujesz mi inną drogę. Duch św. dał mi wolność. A człowiek wolny staje się darem z siebie. Wolność jest miłością, egoizm jest niewolą. Panie pomóż, abym umiał żyć Ewangelią, abyś Ty był moim wzorem.
II. Jezus bierze Krzyż na swe ramiona
Jezus rzekł do uczniów: "Jeśli kto chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie Krzyż swój i niech mnie naśladuje. Bo kto chce zachować życie swoje, straci je, a kto straci życie swoje z mojego powodu, zachowa je." (Łk 9, 23-24). Dlaczego tak wiele żąda od nas Jezus, który nas kocha. Co więcej, podobno miarą naszego wybrania jest cierpienie. Dlaczego? On sam wziął Krzyż w swe ramiona, a ja muszę Mu zaufać i dopiero po mojej zgodzie na krzyż przekonuję się, że tak było najlepiej, że to było moim zwycięstwem. Wiem, że biorąc Krzyż, nie jestem sam. Niesiemy Go we dwóch, Jezus i ja. I już nie muszę się lękać. On dając mi wolność uwolnił mnie od lęku. Nie muszę troszczyć się, co będzie, nie muszę kalkulować. On jest ze mną i to, co da, będzie najlepsze."
Modlimy się o tyle rzeczy, o zdrowie, o awans, żeby dzieci zdały egzaminy, dostały pracę, żeby człowiek mi bliski przestał pić, a wystarczy tylko jedno, abym poznał Wolę Bożą względem mnie i miał siły do Jej spełnienia. Krzyż przyjęty z miłością staje się znakiem zwycięstwa. Pozwoli mi wypełniać dobrze obowiązki. Pozwoli mi włączyć się w pracę Kościoła, włączyć się we wspólnotę pielgrzymującego ludu Bożego. Panie, dopomóż abym pamiętał, że każde moje cierpienie jest Tobie potrzebne.
III. Jezus upada po raz pierwszy
"Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie, duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe." (Mt 26,28). Panie, chciałem iść za Tobą, ale moją uwagę przykuły czerwone maki kwitnące na ścieżce. Powiedziano mi, że kwiaty te sprawią, że będę szczęśliwy, że nie będę czuł bólu, że będę w cudownym śnie, dostanę skrzydeł i będę latał, jak we śnie. Zapomniałem o Tobie. Oparłem Krzyż o płot i jestem daleko od Ciebie, pełen tęsknoty za Tobą. Bo niespokojne jest serce człowieka, aż nie spocznie w Panu.
Panie, Krzyż przerósł Twoje siły, upadłeś. Upadłem i ja. Te kwiaty to narkotyki, które mnie odurzyły, ale nie dały szczęścia. Za nimi przyszedł ból. Jestem słaby. Lecz ty też doświadczyłeś słabości i przez twój upadek pozwalasz mi liczyć na swoje Miłosierdzie. Nie pozwól, abym, gdy upadnę, leżał. Wspomagaj moje uszczuplone przez grzech siły. Daj mi wytrwałość. Dałeś mi wolność, pozwoliłeś mi samemu wybierać. Ale ta wolność zobowiązuje mnie, abym wybierał zawsze Ciebie. Spraw, abym zauważył, że źródłem mocy mojej jest modlitwa i na modlitwie stanął przed Tobą z gotowością zrezygnowania z własnych zamierzeń.
IV. Jezus spotyka Swoją Matkę.
"A Twoją duszę miecz przeniknie". (Łk 2, 35) Kiedy śpiewano na Jego cześć "hosanna", kiedy uzdrawiał, rozmnażał chleb, wypędzał złe duchy, kiedy wskrzeszał, Ona była daleko. Kiedy prowadzono Go jako złoczyńcę, zbitego, broczącego krwią, kiedy wołano: "ukrzyżuj Go" i włożono krzyż na Jego ramiona, wyszła na Jego spotkanie. Wyszła, aby Mu towarzyszyć w Jego męce i śmierci. Ona, Matka Boga, najdoskonalszy wzór człowieka, oddana całkowicie dziełu Jezusa, poddana całkowicie woli Boga. Łatwiej przyjąć wolę Bożą, cierpienie dla samego siebie, o ile trudniej dla swojego dziecka. Ale Matka Boża wie i uczy nas matki ludzkie, że przyjęcie Krzyża jest zwycięstwem nad złem. Matka Boża, krocząc w milczeniu w krwawych śladach Swego Syna, idzie na czele wszystkich matek alkoholików, narkomanów, skazańców, na czele matek dzieci chorych. Matko, naucz nas przyjmować Wolę Bożą, spraw, aby serce moje było zawsze otwarte, abym umiała tak, jak Ty towarzyszyć ludziom w ich nędzy i nieszczęściu, w ich chorobie i poczuciu winy, abym nie osądzała, nie krytykowała, abym nie kar¬miła swego serca nienawiścią, abym tylko tak, jak Ty, kochała.
V. Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść Krzyż Jezusa.
"I przymusili niejakiego Szymona z Cyreny, ojca Aleksandra i Rufusa, który wracając z pola właśnie przechodził, żeby niósł Krzyż Jego". (Mk 15,21-22). "Jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełniajcie prawo Chrystusowe" (Gal 6,2).
Szymon wziął krzyż pod przymusem, niechętnie. Ja też nie chcę nieść krzyża, nie chcę cierpieć. A kiedy już muszę go nieść, jestem do tego przymuszony, to robię to bez miłości. Jezus dzieli się ze mną Krzyżem, bo mnie kocha. Jest blisko i czeka. Kiedy widzę Panie, że przechodzisz pod moimi oknami, kiedy widzę, że jesteś kimś, komu trzeba pomóc, zasłaniam okna. Najlepiej usiądę w fotelu przed telewizorem i zapomnę, że Ty mnie potrzebujesz. Nie chcę Cię widzieć, kiedy przychodzisz do mnie stary, chory, kiedy zalewa Cię pot i zalatuje od Ciebie alkohol. Chcę żyć wygodnie. Ty jednak chcesz mojej pomocy, nawet takiej wymuszonej, jak od Cyrenejczyka. Nie żądasz od razu czystych intencji. To sprawi Duch św., który uczyni mnie człowiekiem wolnym, zabierze mój egoizm, abym narodzony na nowo, mógł pójść drogą miłości.
VI. Weronika ociera twarz Jezusa.
"Dobry uczynek spełniła względem mnie" (Mat 26,10) Czyn Weroniki wymagał odwagi i miłości. Nam także trzeba odwagi i miłości, kiedy idziemy do ludzkiej niedoli. Odwagę rodzi miłość i aby kochać, trzeba odwagi. Odwaga nie jest zrywem, jest potrzebą każdego dnia. Duch św., kiedy czyni nas ludźmi wolnymi, daje nam także odwagę. Odwaga, jak miłość, jest cierpliwa, nie lamentuje, nie narzeka, jest spokojna i wytrwała. Nie krytykuje, nie mówi, że złe czasy, źli ludzie, zła młodzież. Nie mówi, że wszyscy kłamią, kradną, zdradzają że nikt nic nie umie i wszyscy są leniwi. Odwaga nie mija nieuważnie tych, którzy potrzebują pomocy, nie jest nimi znudzona, nie ma krytycznych oczu, w których trudno dostrzec odrobinę życzliwości. Odwaga, jak miłość, widzi te ludzkie twarze, które trzeba ocierać z potu i łez, a może i krwi. Odwaga widzi tego człowieka, któremu trzeba przywrócić podobieństwo Boże, któremu trzeba przywrócić radość. Weronika dostrzegła wielkość Chrystusa w Jego udręce i poniżeniu. Kierując się odwagą i miłością stanęła w orszaku kobiet, które idą z Matką Bożą. Stanęła w orszaku tych, które znajdują wielkość w człowieku cierpiącym i sponiewieranym, w człowieku poniżonym.
VII. Jezus upada po raz drugi.
"Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były obciążałe... czuwajcie i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić" (Łk 21,34-35) Pan Jezus upadł po raz drugi, upadł, chociaż pomagał Mu już Szymon. To nasze grzechy Go powaliły. Wstaje jednak. Pokazuje nam, że On wie, co to znaczy upaść. Pokazuje, nam, że z każdego upadku można i trzeba wstać. Pokazuje, że żadnego człowieka nie wolno przekreślić ani po pierwszym, ani po żadnym kolejnym upadku. Miłosierny Zbawiciel nie liczy, ile razy ktoś upadł, ale zawsze wyciąga rękę, aby pomóc wstać. To my przekreślamy siebie w rozpaczy, to nasze twarde serca przekreślają drugiego człowieka. Nie dajemy szans sobie, kiedy leżymy, nie dajemy szans drugiemu leżącemu. Nie widzimy w nim Jezusa, Jezusa, który upadł pod Krzyżem. On nas w słabości umocni. Wystarczy abyśmy zawołali: "Jezu ratuj", "Jezu pomóż, a On uczyni, że tylko od nas będzie zależało, aby wstać, on nas uczyni ludźmi wolnymi. Ludzką rzeczą jest upadać, szatańską leżeć, trwać w upadku. Więc wstań. Jezus żyje. On może i chce Ci pomóc, On ci daje wolność.
VIII. Jezus upomina płaczące niewiasty.
"Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz?" (Łk 6,41). Litują się nad Twymi cierpieniami. Litują się nad cierpieniami całego świata. To łatwo, łatwo litować się, łatwo żałować za winy innych. Ty powiedziałeś: "Płaczcie raczej nad sobą". Znajdują winy wszędzie, we wszystkich, w polityce, w gospodarce, w zbyt surowym lub zbyt łagodnym prawodawstwie, w braku tolerancji lub w jej nadmiarze, w księżach, bo do wszystkiego się wtrącają, w bogaczach, bo się nie dzielą, w ubogich, bo nie zapracowali, w alkoholikach, w narkomanach, w nosicielach hiv, w złodziejach, w bezdomnych. Tylko nie w sobie. Kiedy przypadkiem zauważą coś złego w sobie, pocieszają się: "Inni są gorsi". Naucz mnie Panie, że jestem grzesznikiem, naucz mnie, abym miał dobre słowo dla każdego człowieka, abym zrozumiał, że mogę i powinienem ulepszać tylko siebie. Daj mi pokój i radość, abym tym pokojem i radością mógł obdarować innych. Broń, aby z moich ust. nie wyszły słowa potępiające bliźniego. Kimkolwiek jestem, przyjacielem, matką, ojcem, czy żoną uzależnionego, przypominaj mi, że to on jest chory i on cierpi. Spraw Panie, abym dojrzał belkę w swoim oku.
IX. Jezus upada po raz trzeci
"Złożyłem w Panu całą nadzieję. On schylił się nade mną i wysłuchał moje wołanie. Wydobył mnie z dołu zagłady i z kałuży błota, a stopy moje postawił na skale i umocnił moje kroki" (Ps 40,2-3). Szybko przyzwyczajam się do zła, grzechy stępiają moje sumienie i upadam coraz niżej. Mój wzrok przestaje dostrzegać innych ludzi, moje uszy zamykają się na płacz drugiego człowieka, tu kłamstwo, tu skrytykowanie kogoś, obmowa, wreszcie podstęp i znalazłem się daleko od drogi, którą miałem podążać, od drogi, którą Ty mi wskazałeś. Upadam, a każdy następny upadek jest coraz gorszy. Już leżę bez sił. Jezus Tak upadł i pokazał nam, że On wie dobrze, co to znaczy upadek bez możliwości dźwignięcia się o własnych siłach. Zostały nam zawsze miłosierne ramiona Boga. Trzeba pokazać nieograniczoną ufność w Jego Miłosierdzie, trzeba Mu pokazać wolę powstania. Nie ma takiej niewoli, by On nie potrafił nas z niej wyzwolić. Panie, oddalaj ode mnie pokusę, aby nie wstać, oddalaj zniechęcenie. Jakakolwiek jest moja niewola, dzięki Tobie potrafię się stać innym człowiekiem, wolnym człowiekiem. Ty uwolnisz mnie od wszystkiego, co poniża godność dziecka Bożego, Ty dasz mi wolność.
X. Jezus obnażony z szat.
"Podzielili między siebie szaty, a los rzucili o moją suknię" (J 19,24). Nie zostało Ci nic prócz sukni, którą utkała Ci Matka. Lecz i tę szatę Ci zabrano. I został Ci tylko Twój Krzyż. Nie masz już nic. A ja tak lubię mieć. Bronię mojej własności. To moje, ciężko na nie pracowałem. Nie oddam ich nikomu. Tak trudno je było zdobyć. To moje. Dlaczego jesteś Taki wymagający Panie? Każesz dać, podzielić się. Czasem zabierasz nawet tych kilka drobiazgów, do których tak się przywiązałem, a mam przecież do nich "święte prawo". Poza tym boję się, że kiedy się zestarzeję, żebym nie odczuł braku, biedy, głodu, niewygód. Mówisz że te właśnie drobiazgi oddzielają mnie od Ciebie. Powiedziałeś: "Błogosławieni ubodzy duchem". Naucz mnie zrozumienia togo ubóstwa. Naucz mnie, abym z Twoich słów, które zostawiłeś dla nas w Ewangelii, wyciągnął konsekwencje w moim życiu. Panie, Ty oddałeś wszystko, nawet Siebie Samego ukryłeś w maleńkiej Hostii. Naucz mnie z radością oddawać wszystko, czego ode mnie zażądasz.
XI. Jezus przybity do krzyża
Jezus mówił: "Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią" (Łk 23,33). Jezu, nasze winy w okrutny sposób przybiły Cię do krzyża. Już nie będziesz chodził i nauczał, nie będziesz nam dokuczał swoją prawdą i miłością. Jeśli jeszcze Cię ukrzyżujemy w naszych sercach, będziemy mogli robić, co zechcemy. Będziemy się spokojnie pozbywać przeszkadzających nam chorych i starych, niechcianych nieurodzonych dzieci. Już wisisz unieruchomiony na Krzyżu. Do zadania śmierci dziecku nienarodzonemu nie trzeba krzyża. Wyrok śmierci podpisze jego matka, a katem będzie lekarz. Nie trzeba też trumny ani grobu, wrzucą go do kubła na odpadki. Wśród największej nienawiści, Twoja miłość promienieje najmocniej, bo Ty jesteś miłością, potrafisz tylko kochać i to każdego z nas oddzielnie. Matko bolesna, która widziałaś, jak przybijają Twego Syna do krzyża, prosimy Cię o wstawiennictwo za wszystkimi matkami tej ziemi. Kiedy Pan zapyta nas, jakimi byłyśmy matkami, abyśmy nie musiały odpowiedzieć tego najgorszego. O Łaskę Miłosierdzia prosimy Cię, Panie.
XII. Jezus umiera na Krzyżu.
"Słońce zaćmiło się i zasłona przybytku rozdarła się prze środek. Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem: «Ojcze w Twoje ręce powierzam Ducha Mojego». Po tych słowach wyzionął Ducha". (Łk 23,45-46) Pan Jezus przyjął ludzką śmierć i przez to stał się całkowicie podobny do ludzi. Przez zwyczajną człowieczą śmierć osiągnął doskonałe posłuszeństwo Swojemu Ojcu. Grzech ma źródło w nieposłuszeństwie stworzenia wobec Stwórcy. Posłuszeństwo Jezusa zniszczyło moc grzechu. Panie unieruchomiony na Krzyżu, nie mogłeś ruszyć ręką ani nogą, a wtedy dokonałeś zbawienia świata. Praca jest ważnym elementem ludzkiego życia, ale niektórzy z nas pracują nadmiernie. Chcą dużo zarabiać, aby być bogatym, pracują aby zdobyć karierę. Ich umysł zajęty różnorodnymi sprawami nie potrafi skupić się na Bogu, nie znajdują czasu, który trzeba dać rodzinie, dzieciom. Wisząc na Krzyżu Pan Jezus myślał o ludziach, rozmawiał z nimi. Ale w ostatniej chwili zwrócił się do Swojego Ojca: "Ojcze w ręce Twoje powierzam Ducha Mojego". Jego serce ciężkie od nędzy i grzechu świata, Jego Serce szukające człowieka, abu go zbawić, bić przestało.
XIII. Pan Jezus zdjęty z krzyża
"Powiadam wam, jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity". (J 12,23) Wszystko się już wykonało, możesz odpocząć na kolanach Matki. Nie postępowałeś rozsądnie, więc umarłeś w bólu z wyczerpania, narażałeś się ważnym, więc Cię ukrzyżowano, ale już możesz spać w ramionach Matki. Wykonało się. Przypatrz się człowiekowi umęczonemu Ciału Zbawiciela, pomyśl, jak wiele warta jest twoja dusza, że dla niej Pan Jezus wydał się na takęi mękę. Matko Bolesna, która trzymasz w ramionach umęczone Ciało Swego Syna nie pozwól nam poniżać godność dziecka Bożego w nas Spraw, abyśmy umieli poszanować godność kobiety, spraw, abyśmy się nauczyli szerzyć kulturę czystości, jako wyraz szacunku dla człowieka. Kiedy patrzymy na umęczone ciało Zbawiciela trzeba, żebyśmy zrozumieli, że nasze ludzkie ciało trzeba szanować. Ilekroć czerpie, coś we mnie umiera i coś się rodzi. Ale to, co powstaje jest cenniejsze od tego, co ginie. Nie pozwól Panie, abym rozpatrywał cierpienie, jako umieranie. Daj, abym wierzył, że w cierpieniu rodzą się nowe wartości.
XIV. Jezus złożony w grobie.
"Pod wieczór przyszedł zamożny człowiek z Arymatei imieniem Józef... udał się on do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Wówczas Piłat kazał je wydać. Józef zabrał ciało, owinął je w czyste płótno i złożył w swoim nowym grobie, który kazał wykuć w skale." (Mt 27, 57-58) Wiele w naszym życiu jest spraw zaczętych, zarzuconych, obietnic niespełnionych, wiele słomianego zapału, niewierności, łatwo zwalniamy się zdanego słowa. W dążeniu do świętości, w zbliżaniu się do Jezusa potrzeba nam wytrwałości. Pusty grób Zbawiciela pokazuje nam jasno, że i my niczego do grobu nie zabierzemy. Na tamten świat przyniesiemy tylko naszą miłość. Sądzeni będziemy tylko z miłości. Ty nas wzywasz Panie, byśmy się modlili, za ludzi uzależnionych, za chorych, byśmy modlitwą i ofiarą abstynencji podjętą z miłości do Jezusa pomogli im się wyzwolić z niewoli. Panie Jezu, Ty jesteś Bogiem życia. Dla Ciebie spokój śmierci nie jest spokojem unicestwienia. Twoje złożenie w grobie zapowiada nowe życie. W grobie spoczęły tylko nadzieje tych, którzy się spodziewali po Tobie nie tego, co obiecałeś. Spraw Panie, aby nasze serca były napełnione prawdziwą nadzieją, nadzieją, która nie przyniesie rozczarowania, która przetrwa grób.



RÓŻANIEC DLA OSÓB UZALEŻNIONYCH I ICH RODZIN

ks. Marek Dziewiecki


Część I - Tajemnice radosne


Tajemnica pierwsza - Zwiastowanie


„W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: «Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami». Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: «Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida». Na to rzekła Maryja: «Oto ja, służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa»". (Łk 1, 26-32; 38) Biblijny opis Zwiastowania ukazuje niezwykłą prawdę o tym, że oto Bóg decyduje się przyjść do człowieka, aby nas szukać i zbawiać. Rozmowa Maryi z wysłannikiem Boga to najbardziej niezwykły dialog w historii ludzkości. Maryja uwierzyła w coś niewiarygodnego. Uwierzyła, że naprawdę dla Boga nie ma nic niemożliwego. Zaufała Bogu bardziej niż samej sobie. Zrezygnowała z własnych, szlachetnych planów na życie małżeńskie i rodzinne. Stała się nową Ewą. Nie powtórzyła dramatu grzechu pierworodnego. Nie skupiła się na swoich wątpliwościach i lękach. Oddała siebie i swoje życie do wyłącznej dyspozycji Boga. Każdy z nas codziennie mierzy się z życiem, z wątpliwościami, z pytaniami o przyszłość, z niepokojami i obawami o to, co przyniesie kolejny dzień. Czasem nasze rozterki są tak wielkie, że chcemy ukryć się przed życiem, przed Bogiem, przed samym sobą. I wtedy pojawia się wysłannik zła: alkohol, narkotyk, hazard czy jeszcze coś innego, co nam zwiastuje fałszywą dobrą nowinę: napij się mnie, sięgnij po mnie, a będziesz szczęśliwy. Kto ulega temu fałszywemu podszeptowi, ten zaczyna wchodzić na drogę uzależnień. Jezu, chroń nas przed taką naiwnością, a tym, którzy jej ulegli, otwieraj oczy i serca, by się opamiętali i szybko zawrócili z drogi, która prowadzi do nikąd.


Tajemnica druga - Nawiedzenie świętej Elżbiety


„W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [pokoleniu] Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała: «Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana». Maryja pozostała u niej około trzech miesięcy; potem wróciła do domu." (Łk 1, 39-45; 56) Maryja całkowicie zawierzyła Bogu siebie i swoje życie. Podjęła się niezwykle trudnego zadania wtedy, gdy przyjęła Zwiastowanie, bo przecież nie wiedziała, w jaki sposób zareaguje jej świeżo zaślubiony małżonek - Józef. Nie wiedziała, czy Ona poradzi sobie w tak wyjątkowej sytuacji życiowej, gdy stanie się Matką Syna Bożego w ludzkiej naturze. Pomimo tych rozterek Maryja okazała się tak dzielna, że miała jeszcze siły, by pójść w góry i pomagać swojej krewnej - Elżbiecie. Nie skupiała się na samej sobie, ani na swoich potrzebach. Była od początku otwarta na drugiego człowieka - ofiarna, mocna i dzielna. Wchodzenie na drogę uzależnień jest nie tylko formą ucieczki od życia. Jest też owocem skupiania się na samym sobie, na własnych przeżyciach, na szukaniu szybkiej poprawy nastroju w obliczu niepokoju czy trudów życia. Kto wchodzi na drogę uzależnień, ten staje się coraz bardziej bezradny wobec własnej słabości i coraz głośniej, chociaż z początku nie wprost, woła swoim błędnym zachowaniem o pomoc. Nie zawsze bliscy rozumieją ten jego krzyk. Nie potrafią tak szybko zareagować i przyjść z pomocą, jak to uczyniła Maryja wobec Elżbiety. Zwykle sami wpadają w przerażenie i nie wiedzą, w jaki sposób zareagować w obliczu słabości swoich bliskich. Jedni długo łudzą się, że nie ma problemu. Inni reagują w błędny sposób, na przykład poprzez kłótnie czy moralizowanie. Jeszcze inni reagują stanowczo, ale zbyt późno. Módlmy się przez wstawiennictwo Maryi o to, byśmy potrafili przychodzić z mądrą pomocą do tych, którzy sami sobie z życiem nie radzą.


Tajemnica trzecia - Narodzenie Jezusa


„Józef z Galilei, z miasta Nazaret, udał się do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i z rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna. Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie." (Łk 2, 4-7) Boże Narodzenie to pełnia objawienia miłości Boga do człowieka. W Jezusie Chrystusie miłość niewidzialnego Boga stała się widzialna po to, byśmy mogli w nią uwierzyć w każdej sytuacji i na zawsze. Dla chrześcijanina wierzyć, to znaczy uwierzyć w Miłość, to zawierzyć siebie tej Miłości, to przyjąć tę Miłość, to kierować się w życiu osobistym, rodzinnym i społecznym tą Miłością, której uczy nas Syn Boży, a zatem miłością widzialną, wcieloną w słowa i czyny, w obecność, pracowitość i czułość. Wierzyć to odkryć, że obecność Boga w moim życiu to jedyna droga do świętości i że wcielony Syn Boży to jedyny Zbawiciel człowieka.
Wierzyć w Boga i Jego nieodwołalną miłość do człowieka to uznać własne granice i własną bezradność wtedy, gdy próbujemy żyć bez Boga. Jakże mocno przekonują się o tym ludzie uzależnieni. Istotą uzależnienia jest próba zastąpienia Boga jakimś bożkiem w postaci alkoholu czy innej substancji, która najpierw obiecuje pomoc, a następnie oszukuje, uzależnia i na raty zabija. Szansa na wyzwolenie pojawia się jedynie wtedy, gdy powracamy do Boga. Tylko On może wyzwolić nas z drogi przekleństwa i śmierci, wprowadzając nas na drogę błogosławieństwa i życia. Boże Narodzenie powtarza się w każdym człowieku, który z pomocą Chrystusa odzyskuje wiarę, nadzieję, miłość i wolność.
Tajemnica czwarta - Ofiarowanie Jezusa w świątyni „Gdy potem upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, przynieśli [Dziecię] do Jerozolimy, aby Je przedstawić Panu. A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: «Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu»". (Łk 2, 22. 33-35) Być chrześcijaninem to naśladować Chrystusa i Jego ofiarną miłość. Chrześcijanin to ktoś, kto wie, że nie istnieje łatwo osiągalne szczęście: bez pracy nad sobą, bez czujności i dyscypliny, bez wyrzeczenia się zła i stawiania sobie wymagań. Każde uzależnienie zaczyna się właśnie wtedy, gdy ktoś liczy na łatwe szczęście. Właśnie tu tkwi tajemnica podstępnego działania alkoholu czy narkotyków. Są to bowiem substancje, które obiecują nam łatwe szczęście. „Poprawiają" nam nastrój i pozwalają na chwilę zapomnieć o naszych problemach bez żadnego wysiłku z naszej strony. Uzależniony to ktoś, kto czyni to, co tu i teraz jest miłe, choćby przynosiło strasznie niemiłe konsekwencje. Chrystus wyzwala ludzi uzależnionych z ich naiwności i wiary w łatwe szczęście. On proponuje nam szczęście prawdziwe: poprzez nawrócenie, miłość, odpowiedzialność, wierność, pracowitość, wytrwałość w dobru. Kto powraca do Jezusa, ten powraca do wolności i radości życia. Z kolei tych ludzi, którzy współcierpią z uzależnionymi, wyzwala z naiwności, która polega na myleniu miłości z naiwnością czy rozpieszczaniem tych, którzy błądzą. Gdy przychodzimy do Chrystusa, wtedy uwalniamy się od iluzji łatwego szczęścia i zaczynamy tak mądrze postępować, być doświadczać szczęścia prawdziwego.


Tajemnica piąta - Znalezienie Jezusa w świątyni


„Rodzice Jezusa chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go. Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: «Synu, czemuś nam to uczynił. Oto Ojciec Twój i Ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie». Lecz On im odpowiedział: «Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?» Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział." (Łk 2, 41-50) Być człowiekiem wierzącym to nieustannie szukać Boga. To nie chować się przed Bogiem, jak Adam po grzechu pierworodnym. To wiedzieć, że Bóg nie jest policjantem czy sędzią, lecz Przyjacielem i Zbawicielem w każdej sytuacji. Wzorem jest dla nas Maryja i Józef. Oni szukali Jezusa z niepokojem i troską, a gdy Go odnaleźli, wtedy zrozumieli, że On wcale się nie zagubił, ani nie schował. Był tam, gdzie chodziło o sprawy Jego Ojca oraz o zbawienie człowieka. To oni poczuli się bez Niego zagubieni i bezradni.
Ludzie uzależnieni często myślą, że Bóg o nich zapomniał, że jest obojętny na ich cierpienia i życiowe trudności. Inni z kolei są przekonani o tym, że Bóg przestał ich już kochać, bo oni przestali kochać Boga, bliźnich, a nawet samych siebie. Podobnie współcierpiące rodziny mają często żal do Boga o to, że im nie pomaga, że pozostaje głuchy na ich cierpienia, modlitwy i prośby. Tymczasem Bóg jest wyjątkowo blisko każdego cierpiącego człowieka. Problem leży po naszej stronie i zwykle polega na tym, że oczekujemy od Boga magicznej pomocy, zamiast z Jego pomocą podjąć pracę nad sobą, eliminować popełniane błędy, uczyć się coraz dojrzalszej miłości. Gdy szukamy Boga, to znaczy, że to myśmy się zagubili, a nie że On nas opuścił i o nas zapomniał.


Część II - Tajemnice światła


Tajemnica pierwsza - Chrzest Jezusa w Jordanie


„Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. A gdy się modlił, otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił na Niego, w postaci cielesnej niby gołębica, a z nieba odezwał się głos: «Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie»." (Łk 3, 21-22) Jan Chrzciciel wzywał do nawrócenia i w ten sposób przygotowywał ludzi na spotkanie ze Zbawicielem. Wzywał wszystkich do powrotu do Boga, do uczciwego postępowania, do obmycia się z grzechów. Chrzest, którego udzielał, był zewnętrznym znakiem wewnętrznego nawrócenia. Ewangelia mówi nam, że także Jezus przyjął chrzest, chociaż tego nie potrzebował. Był przecież umiłowanym Synem, w którym Ojciec ma upodobanie. Swoim gestem obmycia w rzece Jordan Chrystus zachęca nas do podjęcia trudu nawrócenia. On wie, że nawrócenie i odpuszczenie grzechów to początek nadziei dla każdego z nas. Człowiek nadziei to człowiek nawrócony, to człowiek prawy, człowiek sumienia. Inaczej każdemu z nas grozi poczucie bezradności i rozpacz. O tym, że bez Chrystusa pojawia się w naszym życiu ciemność i bezradność, przekonują się szczególnie mocno ludzie uzależnieni oraz ich współcierpiące rodziny, zwłaszcza współmałżonek i dzieci, a także rodzice i rodzeństwo osób uzależnionych. Każdy z nas potrzebuje rachunku sumienia, powiedzenia sobie prawdy o własnych słabościach i błędach. Każdy potrzebuje pójścia z własnym grzechem do Jezusa. Każdy z nas jest powołany do naśladowania syna marnotrawnego, który pod wpływem cierpienia zaczyna kochać i postanawia wrócić do ojca. Już nie jest synem marnotrawnym lecz powracającym. Jego postawa to dla nas przykład i źródło nadziei.


Tajemnica druga - Cud w Kanie Galilejskiej


„Trzeciego dnia odbywało się wesele w Kanie Galilejskiej i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: «Nie mają już wina». Jezus jej odpowiedział: «Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto?» Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie»." (J 2, 1-5) Wesele to symbol miłości kobiety i mężczyzny. To symbol miłości największej, jaka jest na tej ziemi możliwa, czyli symbol wiernej i nieodwołalnej miłości małżeńskiej. Bóg wie o tym, że doczesny los człowieka zależy najbardziej od tego, co dzieje się między kobietą a mężczyzną, a zwłaszcza między mężem a żoną. Jeśli z jakiegoś powodu miłość między nimi słabnie, to życie staje się nieznośnym ciężarem, a próba zapomnienia o tym, że życie przestało mnie cieszyć, prowadzi właśnie do uzależnień. Istotą uzależnienia jest przecież emocjonalne zauroczenie się w alkoholu, narkotyku, hazardzie czy popędzie. Uzależnienie to fałszywe zakochanie, które prowadzi do cierpienia i śmierci. To fałszywy sposób na świętowanie daru życia. Wyjście z uzależnienia i ze współuzależnienia jest możliwe wtedy, gdy uczymy się kochać. Także w tej dziedzinie zło zwycięża się dobrem. Chrystus uczy nas tego, że jedynym powodem do świętowania jest miłość i świętość. Nic mniejszego nie ucieszy człowieka i nie da mu siły, by pokonać własne słabości. Kto żyje w przyjaźni z Chrystusem, ten zaczyna kochać i zamieniać życie w prawdziwe święto. A wtedy alkohol czy narkotyk nie są już do niczego potrzebne.
Tajemnica trzecia - Głoszenie Dobrej Nowiny i nawoływanie do nawrócenia „Jezus obchodził całą Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o Królestwie i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu. Przynoszono więc do Niego wszystkich cierpiących, których dręczyły rozmaite choroby i dolegliwości, opętanych, epileptyków i paralityków, a On ich uzdrawiał. I szły za Nim liczne tłumy." (Mt 4, 23-25) Syn Boży stał się człowiekiem po to, by nauczyć nas błogosławionej sztuki życia na ziemi w miłości, radości i wolności dzieci Bożych. On głosił wszystkim Dobrą Nowinę o Bogu, który kocha i zbawia człowieka. On przeszedł przez ziemię, wszystkim czyniąc dobrze: uzdrawiał, pocieszał, dodawał otuchy, zachęcał do czynienia dobra, wzywał do nawrócenia. Słowa i czyny Jezusa są podstawą naszej nadziei na nasze osobiste nawrócenie i na wytrwanie do końca w wierności Bogu. Dobra Nowina, którą głosi Jezus, dodaje nam otuchy i nadziei, gdyż upewnia nas, że mimo skutków grzechu pierworodnego, a także mimo naszych własnych słabości i grzechów każdy z nas może stać się w Chrystusie nowym i świętym człowiekiem. Chrystus przychodzi z Dobrą Nowiną także do ludzi uzależnionych i do ich współcierpiących członków rodziny. Niestety niektórzy ludzie próbują szukać nadziei poza Ewangelią, a Dobrą Nowinę przyjmują jako złą nowinę, gdyż traktują ją jako ciężar i niepotrzebne ograniczenie wolności. Tymczasem to właśnie życie sprzeczne z Ewangelią jest prawdziwym ciężarem i drogą do zwątpienia, a nawet do rozpaczy. Wyzwolenie się ze wszelkich - nawet tych najbardziej dramatycznych - trudności życiowych jest możliwe, jeśli tylko poważnie potraktujemy Jezusa, Jego przykazania, przykład Jego wiernej, a gdy trzeba, twardej, stanowczej i wymagającej miłości.


Tajemnica czwarta - Przemienienie na górze Tabor


„Jezus wziął ze sobą Piotra, Jana i Jakuba i wyszedł na górę, aby się modlić. Gdy się modlił, wygląd Jego twarzy się odmienił, a Jego odzienie stało się lśniąco białe. A oto dwóch mężów rozmawiało z Nim. Byli to Mojżesz i Eliasz. Tymczasem Piotr i towarzysze snem byli zmorzeni. Gdy się ocknęli, ujrzeli Jego chwałę i obydwóch mężów, stojących przy Nim. Gdy oni odchodzili od Niego, Piotr rzekł do Jezusa: «Mistrzu, dobrze, że tu jesteśmy»." (Łk 9, 28-33)
Jezus zabiera swoich uczniów na górę po to, by się modlić i by wprowadzać ich w ducha swojej modlitwy. Właśnie tam przemienia się wobec wybranych apostołów i odsłania im cząstkę swojej boskiej tajemnicy. W ten sposób umacnia ich wiarę i nadzieję w obliczu zbliżającej się męki i śmierci na krzyżu. Apostołowie przekonują się o tym, że dobrze jest być im wtedy, gdy przebywają tak blisko Jezusa i gdy dystansują się od tego, co zostawili tam w dole.
Przy Jezusie nie tylko jest nam dobrze. Przy Nim możemy całkowicie zmienić nasze życie wtedy, gdy jest nam całkiem niedobrze, jak to ma miejsce w sytuacji osób uzależnionych oraz tych osób, które z nimi współcierpią. Aby poradzić sobie z samym sobą, a także z życiem pośród trosk i niepokojów, które przecież nie zawsze są przez nas zawinione, trzeba pójść za Jezusem. Czasem trzeba wspinać się za Nim mozolnie, z trudem, wysoko w górę. Trzeba wspinać się na górę wyciszenia i modlitwy. Trzeba wspinać się na górę ideałów i odzyskanych marzeń. Trzeba znowu zapragnąć życia w miłości i radości. Trzeba znowu podjąć trud pokonywania własnych słabości, a czasem całych lat życia niezgodnego z Ewangelią. Bez Chrystusa grozi nam życie na płyciźnie, kierowanie się tym, co łatwiejsze zamiast tym, co mądre i wartościowe. Z Chrystusem możemy stać się ludźmi wolnymi, czyli tymi, którzy stają się zdolni do mądrego kierowania własnym życiem.


Tajemnica piąta - Ustanowienie Eucharystii


„Następnie Jezus wziął chleb, odmówiwszy dziękczynienie połamał go i podał mówiąc: «To jest Ciało moje, które za was będzie wydane; to czyńcie na moją pamiątkę». Tak samo i kielich po wieczerzy, mówiąc: «Ten kielich to Nowe przymierze we Krwi mojej, która za was będzie wylana»." (Łk 22, 19) W Wielki Czwartek Jezus wiedział, że za kilka godzin pozwoli się raczej przybić do krzyża niż wycofa miłość do ludzi. W swej fantazji miłości - zanim dobrowolnie oddał się w ręce grzeszników i przyjął śmierć - znalazł sposób na to, aby pozostać z nami na zawsze.
Wiedział, że najpierw przybijemy Go do krzyża, by sprawdzić, czy On naprawdę kocha nas aż do końca, a później będziemy Go szukać, bo bez Niego żyć nie umiemy. Wielkim umocnieniem naszej nadziei są cztery słowa wypowiedziane przez Jezusa, które słyszymy w każdej Eucharystii: wziął, pobłogosławił, połamał i rozdał. Eucharystia to przypomnienie o tym, że Bóg bierze nas z miłością od zawsze i na zawsze, że nam nieustannie błogosławi, że pomaga nam połamać to, co w nas egoistyczne i grzeszne i że pragnie rozdać nas naszym bliźnim jako dobry dar Swojej miłości. Eucharystia to miejsce spotkania z Jezusem, który mnie rozumie, kocha i uczy kochać. Tutaj słyszę Jego słowa, które są najlepszą receptą na trzeźwe życie i na uwalnianie się z uzależnień. Tutaj karmię się Jego Ciałem, a przez to Nim całym po to, by mieć siłę w sytuacji, w której inni już siły nie mają i już nie walczą o lepsze życie. Dla osób uzależnionych i ich bliskich Eucharystia to pierwsza forma terapii i najważniejsze źródło nadziei. To spotkanie z Przyjacielem, który daje mi siłę wtedy, gdy ja już siły nie mam.


Część III - Tajemnice bolesne


Tajemnica pierwsza - Modlitwa Jezusa w Ogrójcu


„Potem wyszedł i udał się, według zwyczaju, na Górę Oliwną; towarzyszyli Mu także uczniowie. Gdy przyszedł na miejsce, rzekł do nich: «Módlcie się, abyście nie ulegli pokusie». A sam oddalił się od nich na odległość jakby rzutu kamieniem, upadł na kolana i modlił się tymi słowami: «Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!» Wtedy ukazał Mu się anioł z nieba i umacniał Go. Pogrążony w udręce jeszcze usilniej się modlił, a Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię." (Łk 22, 39-44) Bóg jest miłością i radością. To właśnie dlatego cierpienie jest Mu całkowicie obce. Także wtedy, gdy przychodzi do nas w ludzkiej naturze. Z tego właśnie powodu w Ogrójcu Syn w dramatyczny sposób rozmawia z Ojcem. Jezus wie, że tego wieczoru jeden z Jego uczniów zdradzi Go i wyda w ręce grzeszników. Jest też świadomy tego, że ma taką władzę, by i tym razem nie pozwolić na to, by źli ludzie Go skrzywdzili. Wiele razy bronił się przecież przed tymi, którzy chcieli strącić Go ze skały czy ukamienować. Tym razem jednak zrobi wyjątek i pozwoli się skrzywdzić, by ludzie wszystkich czasów wiedzieli, że Bóg kocha nas zawsze i za każdą cenę. Jezus nie chce cierpieć, ale jeszcze bardziej pragnie, by miłość Boga do człowieka stała się dla wszystkich oczywista. Stąd wewnętrzna walka, w której Jego miłość do ludzi okazuje się silniejsza niż lęk. Bardzo bliski jest Jezus z Ogrójca tym wszystkim ludziom, którzy cierpią. Jest On bliski uzależnionym, a także ich współcierpiącym krewnym. Wszyscy jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, czyli po to, by kochać i by cieszyć się życiem. Życie w cierpieniu i krzywdzie staje się dla nas ciężarem nie do zniesienia. Niektórzy szukają wtedy ulgi w alkoholu czy narkotyku. Szczęśliwy ten, kto w obliczu cierpienia naśladuje Jezusa, czyli rozmawia z Bogiem Ojcem i uczy się pełnić Jego wolę, czyli nawraca się i coraz mądrzej kocha. Uczeń Jezusa wie, że ma prawo bronić się stanowczo przed krzywdzicielem, nawet wtedy, gdy jest to ktoś, kogo bardzo kochamy. To, że kocham ciebie, nie daje ci przecież prawa, byś mnie krzywdził, drugi człowieku. Módlmy się o mądrą postawę wobec cierpienia i wobec krzywdzicieli.


Tajemnica druga - Biczowanie Jezusa


„Piłat ponownie ich zapytał: «Cóż mam uczynić z tym, którego nazywacie Królem Żydowskim?» Odpowiedzieli mu krzykiem: «Ukrzyżuj Go!» Piłat odparł: «Cóż więc złego uczynił?» Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli: «Ukrzyżuj Go!» Wtedy Piłat, chcąc zadowolić tłum, uwolnił im Barabasza, Jezusa zaś kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie." (Mk 15, 12-15) Biczowanie Jezusa to potwierdzenie tego, jak okrutni potrafią być ludzie. Największe cierpienie zadają Temu, kto najbardziej kocha. Oto Jezus, który przeszedł przez ziemię wszystkim dobrze czyniąc, zostaje odrzucony przez własny naród. On jednak nie opuszcza tych, do których posłał Go Ojciec. Zdradzony i wydany na śmierć postanawia zawrzeć na krzyżu nowe, wieczne przymierze z tymi wszystkimi, którzy uwierzą w Jego miłość i którzy przyjmą Jego Ewangelię. Człowiek potrafi być okrutny nie tylko dla Boga. W swojej słabości, na przykład na skutek uzależnienia, człowiek potrafi być też okrutny wobec bliźnich, nawet wobec tych, których pragnie kochać i których nie chce krzywdzić. Człowiek nieszczęśliwy i uzależniony potrafi coś jeszcze - potrafi krzywdzić samego siebie. Nieraz krzywdzi samego siebie setki, tysiące razy - upijając się, zażywając narkotyk, przegrywając ostatni grosz w grach hazardowych czy ulegając popędowi. Człowiek potrafi biczować samego siebie i bliskich. Jezus o tym wie. Sam tego doświadczył na sobie, na własnej skórze. Dosłownie! I wie, jak nam pomóc wtedy, gdy nasze życie - z naszej lub bez naszej winy - staje się pasmem cierpienia. Idźmy do Ubiczowanego z naszą bezradnością i z naszymi ranami.


Tajemnica trzecia - Ukoronowanie Jezusa cierniem

„Wtedy żołnierze namiestnika zabrali Jezusa ze sobą do pretorium i zgromadzili koło Niego całą kohortę. Rozebrali Go z szat i narzucili na Niego płaszcz szkarłatny. Uplótłszy wieniec z ciernia włożyli Mu na głowę, a do prawej ręki dali Mu trzcinę. Potem przyklękali przed Nim i szydzili z Niego, mówiąc: «Witaj, Królu Żydowski». Przy tym pluli na Niego, brali trzcinę i bili Go po głowie." (Mt 27, 27-30) Żołnierze znęcają się nad Jezusem, wyszydzają Go i poniżają. Nakładają Mu na głowę koronę z cierni, opluwają Go, biją trzciną. Już w Ogrójcu Jezus wiedział, że ludzie tej ziemi zgotują Mu taki właśnie los. I już tam zgodził się zapłacić tę straszną cenę cierpienia i upokorzenia, którą trudno nam sobie nawet wyobrazić. Czy Bóg mógł uczynić jeszcze coś więcej z miłości do człowieka? Czy w obliczu tej ceny, jaką płaci za miłość wobec grzeszników, możemy odpowiedzieć inaczej, jak tylko miłością i wdzięcznością? W scenie ukoronowania cierniem i wyszydzenia raz jeszcze przekonujemy się o tym, że miarą miłości Boga do człowieka jest miłość bez miary.
Każdy z nas może przyjść do poniżonego Jezusa, gdyż On z miłością patrzy także na tych, którzy są poniżani przez innych. On umie kochać również tych, którzy w swojej słabości poniżają samych siebie. On ma miłosierne serce dla wszystkich. Jego miłosierdzie nie dotrze jednak do tych, którzy są niemiłosierni wobec samych siebie i bliskich. Wyśmiany Król pozostaje po naszej stronie także wtedy, gdy my okazujemy się dla samych siebie wrogami i krzywdzicielami. Szczęśliwi ci, którzy są tego pewni i którzy nie chowają się przed Bogiem wtedy, gdy pomocy Boga najbardziej potrzebują.


Tajemnica czwarta - Dźwiganie krzyża


„Gdy Go wyprowadzili, zatrzymali niejakiego Szymona z Cyreny, który wracał z pola, i włożyli na niego krzyż, aby Go niósł z Jezusem. A szło za Nim mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i płakały nad Nim. Lecz Jezus zwrócił się do Nich i rzekł: «Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi!»" (Łk 23, 26-28) Człowiek miał władzę skazać Syna Bożego na krzyż. Nie miał jednak władzy zmuszenia Jezusa do tego, by ten krzyż wziął On na swoje ramiona. Zbawiciel przyjął krzyż dobrowolnie i poszedł z nim w kierunku Golgoty po to, by już nigdy człowiek nie krzyżował ani samego siebie, ani innych ludzi. Chrześcijaństwo to nie religia cierpienia czy cierpiętnictwa. Przeciwnie, Chrystus przyszedł do nas po to, by nasza radość była pełna, a nie po to, by nasz krzyż stał się cięższy (por. J 15, 11). Chrystus nie zsyła nam krzyży ani cierpienia. On zachęca nas do tego, by każdy z nas wziął na siebie swój, ale nie Jego krzyż. Uczeń Chrystusa ma prawo przyjść do swego Pana i Zbawiciela z całym ciężarem życia, którego nieraz boleśnie doświadcza. Krzyże, które my dźwigamy, to krzyże, które w naszej słabości i grzeszności sami sobie nakładamy, albo które nakładają nam inni ludzie. Chrystus przyjął na siebie to, czego Bóg nie stworzył: grzech, cierpienie i śmierć. Uczynił to po to, by nas z tego wszystkiego wybawić, by uwolnić nas od tych krzyży, które można przezwyciężyć oraz by pomagać nam mądrze nieść te krzyże, od których na razie nie możemy się wyzwolić. To nie krzyż, ani nie cierpienie jest dramatem. Cierpieniem i dramatem jest grzech, uzależnienie, krzywdzenie siebie i innych. Cierpienie natomiast jest szansą. Czasem bywa dosłownie ostatnią deską ratunku. Jeśli mimo cierpienia trwamy przy Chrystusie i uczymy się kochać tak, jak On, wtedy nawet cierpienie staje się czasem rozwoju i oczyszczenia. Bł. Jan Paweł II wiele razy wyjaśniał, że nawet wtedy, gdy część naszego życia okazuje się drogą krzyżową, to i tak może ono być błogosławione, jeśli tylko nie przestajemy kochać. To właśnie pod wpływem cierpienia wielu uzależnionych zaczyna mówić sobie prawdę i przyjmować pomoc specjalistów czy grup wsparcia. To właśnie dzięki twardej miłości swoich bliskich ludzie uzależnieni zastanawiają się i przestają błądzić. Dziękuję Ci, Chryste, za to, że mnie o tym upewniasz!


Tajemnica piąta - Śmierć Jezusa na krzyżu


„Gdy przyszli na miejsce, zwane «Czaszką», ukrzyżowali tam Jezusa i złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej Jego stronie. Lecz Jezus mówił: «Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią». Było już około godziny szóstej i mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Słońce się zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się przez środek. Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem: «Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego». Po tych słowach wyzionął ducha". (Łk 23, 33-34. 44-46) Syn Boży nie wycofał miłości do nas nawet wtedy, gdy źli ludzie przybili Go do krzyża i zabili. Pokochał nas dosłownie nad życie. Szaleńczo! Tak bardzo, że nasz los stał się dla Niego ważniejszy niż Jego własny los. Gdy umiera ktoś z naszych bliskich, wtedy w sposób bardzo dotkliwy przekonujemy się o tym, jak niewyobrażalnie bolesna jest śmierć, jak wiele niesie ze sobą pytań i lęku, bólu i buntu, jak bardzo wystawia na próbę naszą wiarę, nadzieję i miłość. Jakże nam bliski jest Syn Boży, który na krzyżu wykrzykuje: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?" (Mt 27, 46). A jednocześnie jakże bardzo zdumiewa nas On swoim zaufaniem do Boga Ojca: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego" (Łk 23, 46). Istnieją różne rodzaje umierania. Istnieje nie tylko śmierć fizyczna, ale także śmierć duchowa. Zaczynamy umierać wtedy, gdy przestajemy kochać, albo gdy nie doświadczamy miłości od naszych bliskich. Życie bez miłości jest dla człowieka agonią, umieraniem na raty. Ale istnieje też takie umieranie, które jest dobre, błogosławione. Dobre i błogosławione jest to, że umiera w nas grzech, słabość, naiwność, egoizm, uzależnienie czy jeszcze coś innego, co oddala nas od miłości, radości i życia. Jezu umierający za mnie na krzyżu, pomóż mi, by i we mnie umarło wszystko to, co oddala mnie od Ciebie i od Twojej miłości, bo gdy to w sobie uśmiercę, wtedy zacznie mi się znowu chcieć żyć!


Część IV - Tajemnice chwalebne


Tajemnica pierwsza - Zmartwychwstanie Jezusa

„Anioł przemówił do niewiast: «Wy się nie bójcie! Gdyż wiem, że szukacie Jezusa Ukrzyżowanego. Nie ma Go tu, bo zmartwychwstał, jak powiedział. Chodźcie, zobaczcie miejsce, gdzie leżał. A idźcie szybko i powiedzcie Jego uczniom: Powstał z martwych i oto udaje się przed wami do Galilei. Tam Go ujrzycie. Oto, co wam powiedziałem». Pospiesznie więc oddaliły się od grobu, z bojaźnią i wielką radością, i pobiegły oznajmić to Jego uczniom." (Mt 28, 5-8)
Zmartwychwstający Jezus upewnia nas o tym, że można zabić miłość, ale nie można miłości zatrzymać w grobie. Każda prawdziwa miłość zmartwychwstaje, bo miłość jest naprawdę wszechmocna! Dosłownie! Chrystus upewnia nas o tym, że miłość jest największą siłą we wszechświecie. Nie można jej zamknąć ani w grobie, ani w przeszłości. Każdy chrześcijanin jest powołany na świadka tej prawdy o zmartwychwstającej miłości. Bez miłości pozostaje nam jedynie słabość i cierpienie. Doświadczamy odradzającej mocy miłości wtedy, gdy odróżniamy miłość od jej imitacji czy karykatur. Miłość to nie popęd, nie współżycie, nie uczucie ani nie zakochanie, to nie to samo, co tolerancja czy akceptacja. To również nie to samo, co naiwność, uległość wobec zła, potulność czy pozwalanie na to, by ktoś mnie krzywdził. Miłość, jakiej uczy Jezus, to nie tylko szczyt dobroci, ale też szczyt mądrości. To właśnie dlatego Jezus wspierał ludzi szlachetnych, upominał błądzących, a przed krzywdzicielami się bronił. On uczy nas mądrej miłości według zasady: to, w jaki sposób okazuję ci, drugi człowieku, miłość, zależy od twojego postępowania. Jezus upewnia nas o tym, że zmartwychwstaje jedynie miłość prawdziwa, czyli mądra!


Tajemnica druga - Wniebowstąpienie Jezusa


„Po rozmowie z uczniami Pan Jezus został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga. Oni zaś poszli i głosili Ewangelię wszędzie, a Pan współdziałał z nimi i potwierdzał naukę znakami, które jej towarzyszyły." (Mk 16, 19-20)
Tęsknimy za niebem. Pragniemy już tu na ziemi mieć kawałek nieba. To nasze pragnienie jest tym większe, im bardziej cierpimy w doczesności, im bardziej zamieniamy tę ziemię w dolinę ciemności i w padół łez. Jezus też tęsknił za Ojcem. Opuścił niebo po to, by stać się dla nas drogą do nieba. Wracając do Ojca, wskazał nam cel naszego życia na ziemi. Celem tym jest wieczne trwanie w miłości twarzą w twarz z Trójjedynym Bogiem. Być chrześcijaninem nie znaczy jednak być kimś, kto jest ciągle zapatrzony w niebo i kto nie uczy się sztuki życia na ziemi. Przeciwnie, Chrystus nie odpowiadał na pytania swoich uczniów na temat nieba, końca świata czy liczby ludzi zbawionych. On przyszedł po to, aby nas nauczyć życia w miłości, prawdzie i wolności w twardych realiach ziemi. Być uczniem Jezusa to być stanowczym realistą. To wiedzieć, że jedyną drogą do nieba jest ziemia i że nie ma dobrej przyszłości bez uczciwej teraźniejszości. Mądrość polega na tym, by skupiać się na dobrym życiu tu i teraz, by nie wybiegać w przyszłość, ale też by nie zamartwiać się przeszłością, choćby była ona bardzo bolesna i zła. Z przeszłości mamy wyciągać wnioski na tu i teraz. Potwierdzeniem tej mądrości jest zasada, jaką stosują trzeźwiejący alkoholicy: dzisiaj nie piję. A jutro powiem sobie to samo! Jezu Chryste, pomóż mi żyć każdego dnia mądrzej niż wczoraj, a wcześniej czy później zacznę doświadczać kawałka nieba już tu na ziemi.


Tajemnica trzecia - Zesłanie Ducha Świętego


„Kiedy nadszedł dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wichru, i napełnił się cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić." (Dz 2, 1-4)
Uzależnienia zaczynają się wtedy, gdy człowiek ulega duchowi tego świata. To duch grzechu pierworodnego. To duch kłamstwa i przewrotności, który wmawia nam, że własną mocą odróżnimy dobro od zła, że chwilowa przyjemność ważniejsza jest od trwałej radości i że z pomocą alkoholu czy innych substancji będziemy jak bogowie. Duch tego świata obiecuje nam łatwe szczęście, a w rzeczywistości przynosi jedynie rozczarowanie, uzależnienie, cierpienie i poczucie bezradności. To właśnie dlatego Chrystus powracający do Ojca, nie pozostawia nas samymi. Umacnia nas swoim Duchem Świętym, Duchem miłości i mądrości, Duchem prawdy i roztropności, Duchem świętości i męstwa. Jezus posyła nam swego Ducha, który przypomina nam wszystko to, czego On nas nauczył. Jakże bardzo Ducha mądrości, prawdy, miłości i wolności potrzebują ludzie uzależnieni i ich współcierpiące rodziny. Żyjemy w świecie, który nas zachęca do kierowania się zupełnie innym duchem: duchem egoizmu i cynizmu, duchem naiwności czy tego, co przyjemne choćby bardzo grzeszne, duchem ateizmu i materializmu. Duch tego świata będzie nam zawsze obiecywał łatwe szczęście, które nie istnieje. To jest zawsze duch pokusy i pożądania. Chrystus posyła nam Ducha, który wyzwala nas nie tylko z grzechu, ale także z naiwności, zniewolenia i z każdej formy zła. Przyjmijmy z wdzięcznością Ducha Jezusa i kierujmy się zawsze tym Duchem - na wzór Maryi.


Tajemnica czwarta - Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny


„Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli. I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni, lecz każdy według własnej kolejności. Chrystus jako pierwszy, potem ci, co należą do Chrystusa, w czasie Jego przyjścia." (1 Kor 15, 20-23) Maryja była cała piękna i cała święta, zawsze otwarta na Boga i zawsze wierna Jego woli. Nie znaczy to, że Jej życie doczesne było jednym pasmem radości. Przeciwnie, Ona tak wiele wycierpiała, bo przecież żyła pośród ludzi grzesznych, którzy postanowili zabić Jej Syna. Nazywamy Ją Matką bolesną. Źli ludzie nie oszczędzili Jej żadnego cierpienia. Nawet nie wyobrazimy sobie tego, co czuła pod krzyżem jedynego, ukochanego i niewinnego Syna. A jednak wytrwała do końca i jeszcze umacniała przerażonych apostołów. To Ją Syn Boży ustanowił także naszą Matką. Ona jest szczególnie blisko tych swoich ziemskich dzieci, które cierpią.
Chrześcijanin to ktoś powołany do naśladowania Maryi i do udziału w tej wiecznej radości, której Ona już doświadcza. Ona upewnia nas o tym, że cierpienie nie jest największym złem na tej ziemi i że lepiej cierpieć, dobrze czyniąc niż cierpieć, źle czyniąc. Kto cierpi dlatego, że kocha ludzi niedoskonałych, których trudno kochać, temu nikt nie odbierze radości ani nadziei, a Maryja będzie wypraszać u Boga łaskę wytrwania w miłości do końca. Kto jeszcze czy kto znowu nie kocha, ten może się nawrócić i zmienić, jeśli zaufa Maryi, będzie się przez Jej pośrednictwo modlił i zacznie naśladować Jej wytrwałość i Jej nadzieję, którą promieniowała nawet pod krzyżem swego Syna.


Tajemnica piąta - Maryja Królową nieba i ziemi


„Potem wielki znak ukazał się na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu. I stanął Smok przed mającą rodzić Niewiastą, ażeby, skoro porodzi, pożreć jej dziecię. I porodziła Syna - Mężczyznę, który wszystkie narody będzie pasł rózgą żelazną." (Ap 12, 1. 4-5) Królować to żyć w miłości. Kto żyje poza miłością, ten staje się niewolnikiem własnej słabości albo słabości czy okrucieństwa innych ludzi. Maryja - Królowa nieba i ziemi - upewnia nas o tym, o czym Bóg powiedział nam na początku naszej historii, że człowiek to ktoś podobny do Boga, to ktoś powołany do tego, by żyć w przyjaźni z Bogiem, z bliźnimi i z samym sobą. To pan całego stworzenia. Warunkiem życia na ziemi w sposób godny człowieka jest to, że każdy nas z pomocą Boga zdobywa największą władzę, jaka istnieje: władzę nad samym sobą, nad własnymi słabościami, nad własnym poczuciem bezradności. Maryja upewnia nas o tym, że dosłownie wszystko, co dobre, możemy czynić wtedy, gdy słuchamy Jej Syna, gdy czynimy to, co On nam powie. Kto słucha Jezusa, ten może całkowicie przemienić swoje życie. Świadczą o tym ci uzależnieni, którzy odzyskali wolność i całkowicie przemienili swoje życie. Naprawdę dla Boga nie ma nic niemożliwego. Bóg może uratować każdego z nas. Każdy z nas, nawet najbardziej dotąd zniewolony i bezradny, może stać się kimś nowym, wolnym, świętym, promieniującym miłością i świętością. Maryjo, Królowo nasza, upraszaj nam cud nawrócenia, przemiany i świętości! Amen.


Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.